Ciasta

Ciasto owsiano – kokosowe z jabłkami

Owsiany jabłecznik, który prezentujemy, to bardzo prosty i niesamowicie smaczny wypiek, a przy okazji źródło cennych dla organizmu wartości odżywczych. Ciasto zawiera dużą ilość błonnika, (o którego zaletach moglibyśmy popełnić kolejny, potężny artykuł) i szybko się nim nasycimy, gdy dopadnie nas ochota na „słodkie” 😊. Finalnie ciasto jest estetyczne i bardzo ładnie prezentuje się na talerzu, pomimo dość „ciężkich składników” w środku, ale to już zaczątek do refleksji pod przepisem, na którą serdecznie zapraszamy.

Składniki:

  • 1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1/2 szklanki płatków owsianych górskich
  • 1/2 szklanki wiórków kokosowych
  • 3/4 szklanki ksylitolu (lub dowolnego słodzidła)
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia (płaskie)
  • 2 jajka
  • 1/2 szklanki mleka
  • 1/2 szklanki oleju

Dodatkowo:
1-2 jabłka

Przygotowanie:

Przygotowujemy dwie miski. W pierwszej misce mieszamy tzw. suche składniki: mąkę, płatki owsiane, wiórki kokosowe, ksylitol oraz proszek do pieczenia, a w drugiej miksujemy mikserem składniki mokre – jajka, mleko i olej.

W następnej kolejności suche składniki dokładnie łączymy z mokrymi drewnianą łyżką.
Masę przelewamy do formy uprzednio wyłożonej papierem do pieczenia, a na jej wierzchu układamy plasterki jabłek i posypujemy cynamonem.

Ciasto wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy w 180 stopniach (góra-dół), około 35-40 minut (do tzw. “suchego patyczka”).

To wszystko! Prawda, że proste? Smacznego😊

Szczypta kuchennych relacji:

Jak wspomnieliśmy na wstępie, ciasto wygląda naprawdę pięknie, wyglądem przypomina kwiat, albo bochenek chleba. Patrząc na nie, przychodzą nam na myśl ciepłe skojarzenia, czujemy zapach, smak…Natomiast wnętrze jabłecznika jest dość proste, składniki ciężkie, ale razem tworzą niebanalne połączenie.

Obserwując różne relacje naszych znajomych, albo i nieznajomych, głównie na portalach społecznościowych, zauważamy tendencję do skupiania się na estetyce powierzchowności, ukazywaniu piękna zewnętrznego, pozowaniu czy nawet pozorowaniu piękna relacji. Odpowiednie, barwne, oryginalne tło, właściwe ustawienie, wybór lepszego profilu, przyklejenie uśmiechu na twarz, odpowiedni filtr. Wszystko idealnie. Zastanawiamy się natomiast, czy tyle samo zaangażowania wkładamy w estetykę budowania wzajemnej więzi? Czy wybieramy odpowiednie tło i przestrzeń do wspólnej rozmowy, czy ustawiamy się do siebie tak, byśmy mogli patrzeć sobie w oczy, czy dbamy
o to, by nasza relacja była autentyczna i pełna miłości, bez konieczności nakładania „filtrów”, które by ją ubarwiły. Postawmy dziś na szali, to co zewnętrzne, powierzchowne, co widać na pierwszy rzut oka, co też inni widzą, a to, co głęboko dzieje się w naszych sercach, na czym opiera się nasza relacja, co sprawia, że jest dziś na takim etapie a nie innym. Jak już to zrobimy, pomyślmy tak szczerze, w co chcemy bardziej zainwestować?

Niedziela w typowym, katolickim domu, to pójście na mszę. Najlepiej na sumę, bo wtedy jest najwięcej ludzi, zazwyczaj można spotkać kogoś znajomego. Od rana rozpoczynamy przygotowania, wybieramy piękne ubranie, czyścimy buty – pewnie niejeden z nas ma przed oczyma mamę czy dziadka, którzy „pastują” obuwie, żeby świeciło się na kilometr. To absolutnie w porządku, że chcemy wyglądać elegancko, gustownie, schludnie, wyrażając tym samym nasz szacunek do Osoby i miejsca, do którego idziemy. Czy nie jest natomiast tak, że ta kościółkowa powierzchowność, przysłania nam spotkanie z żywym Bogiem? Na ile mocno dbamy o estetykę naszego serca, sumienia, czy wkładamy tyle samo wysiłku, by skrupulatnie przygotować swoje wnętrze? Obyśmy nie zatracili się w iluzji i pozorach piękna, które niczym nie dorównuje temu Jedynemu Pięknu.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *