Przepisy naszych mam i babć

Szarlotka z przepisu babci

Dzień dobry i dobry wieczór!

Ze zDWOJOną siłą wracamy do Was po ponad dwumiesięcznej przerwie, związanej z intensywnymi przygotowaniami do najważniejszego, do tej pory, dnia w naszym życiu… 11.09.2021 stanęliśmy na ślubnym kobiercu i przyrzekliśmy przed Bogiem, że choćby nie wiem co, będziemy się kochać i szanować. “Już nie dwoje, ale jedno..” i tak się uśmiechamy, że i nazwę bloga trzeba byłoby zmienić. Skoro MY to już JEDNO, to Pan Bóg z nami tworzy duet, a nie trio. Ale…marka to marka 😉 Mamy nadzieję, że zostaliście z nami i przeczekaliście ten czas kulinarnego milczenia. O samym dniu ślubu i mijającym zbyt szybko miesiącu piaskownicy naszego małżeństwa moglibyśmy stworzyć oddzielny wpis – pozwólcie, że nie będziemy Wam tym głowy zaprzątać. Co nie oznacza wcale, że naszych refleksji skrzętnie nie przemycimy w kuchennych relacjach pod każdym z wpisów. Rozpoczęliśmy wspólną szkołę budowania relacji. Czeka nas pewnie wiele niespodziewanych kartkówek i zapowiedzianych sprawdzianów. Odpyta nas już Ten w Górze.

Prezentujemy Wam ciasto naszego dzieciństwa: półkruchą, maślaną szarlotkę w wersji odchudzonej. Podobno najlepsza jest na drugi dzień…u nas nie dotrwała. Potwierdźcie, jeśli kawałek się Wam uchowa.

Składniki:

Ciasto półkruche:

  • 3  szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 2 żółtka
  • 1 kostka masła (200 g)
  •  łyżka śmietany 12%
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki cukru pudru

Marmolada jabłkowa:

  • 1,5 kg jabłek (zważonych przed obraniem). My zebraliśmy z naszego sadu: twarde i dość winne, natomiast w cieście odnalazły się świetnie
  • 1/2 szkl. zimnej wody
  • 1 szklanka ksylitolu (ew. innego słodzidła)
  • 2 płaskie łyżeczki cynamonu
  • 1 kopiata łyżka mąki ziemniaczanej

Wykonanie:

Jabłka obieramy, kroimy na cieńsze ćwiartki i przekładamy do garnka, następnie wlewamy wodę, dodajemy ksylitol i zaczynamy gotować, aż jabłka zmiękną i uzyskają konsystencję marmolady. Całość doprawiamy cynamonem i zagęszczamy mąką ziemniaczaną energicznie mieszając na mniejszym ogniu. 

Składniki na ciasto ugniatamy albo mieszamy przy pomocy robota z końcówką do wyrabiania ciasta. My użyliśmy sprzętu 🙂 Najpierw ubijamy masło z cukrem pudrem na puszystą masę, następnie wbijamy dwa żółtka i dodajemy mąkę z proszkiem do pieczenia dalej wyrabiając ciasto. W momencie uzyskiwania jednolitej konsystencji, dodajemy łyżkę śmietany i kontynuujemy mieszanie. Uformowane w kulę ciasto wkładamy do lodówki na ok. 30 min. Po schłodzeniu dzielimy je na dwie połówki: pierwszą rozwałkowujemy i przenosimy na dno blaszki wyłożonej papierem, wyrównujemy, nakłuwamy widelcem, na to rozprowadzamy nasz “mus jabłkowy”, natomiast drugą część ciasta ścieramy na tarce, tworząc kruszonkę.

Jabłecznik pieczemy 45 minut w  temperaturze 180 stopni Celsjusza z termoobiegiem. 

Po upieczeniu i ostudzeniu, możemy nasz jabłecznik posypać cukrem pudrem. Smacznego 🙂

Szczypta kuchennych relacji:

Mocny i trwały fundament to podstawa. W życiu, w małżeństwie, w budowaniu relacji z ludźmi. Podstawa, która nas trzyma. Dla nas to jest Pan Bóg, kroczenie z Nim, czasem karkołomnie, z upadkami, z ciągłymi powrotami i rzucaniem w ramiona Ojca. Nasza ślubna ewangelia nieprzypadkowo była o “domu na skale”, bo wierzymy, że choćby miotały nim burze i wiatry to się nie osunie. Nasze ciasto rozpoczęliśmy od położenia dolnej warstwy ciasta, które utrzymuje całość w ryzach. Takim fundamentem może/powinno być wychowanie i dom, z którego wyszliśmy – w praktyce wiemy, że nie zawsze tak jest. Taką skałą są też wartości, którymi się kierujemy. Nie ściągnę na egzaminie i oddam nadpłatę w sklepie, bo jestem uczciwa/y, nie nie zdradzam męża/żony, bo kieruję się w życiu wiernością danemu słowu i miłością. Brzmi mdławo? Być może. Natomiast, to jest nasz kręgosłup moralny. Szkoda o niego nie zadbać, bo uszkodzenie powoduje utrudnienia w codziennym poruszaniu się.

Wnętrze ciasta jest miękkie, trochę mus, trochę w kawałkach, gdzieniegdzie spójne, gdzie indziej rozlazłe. Śmiejemy się, że takie nieco “rozmemłane” (Znacie to słowo?:)). No jednym słowem jak nasze wnętrze. Tacy jesteśmy, czasem sypiemy się na kawałki, a są w nas części, które mamy bardzo spójne i mocno osadzone. A z zewnątrz, choć udajemy twardych i silnych, to w rzeczywistości jesteśmy delikatni, jak ta nasza kruszonka. I dobrze. Delikatność, wrażliwość to kawałek naszej prawdy. O sobie. A ta jest najtrudniejsza.

Święty Piotr był niejako osadzony na fundamencie. Miał Jezusa obok siebie, budował na Jego słowie, działalności, cudach…Natomiast był taki, jak my: słaby, grzeszny, a z natury chaotyczny, niecierpliwy i narwany. Raz Jezusa się wyparł, innym razem wyznawał Mu miłość, z teściową się nie dogadywał, za dużo pracował… Nic to, że mówimy “Panie, Panie”, to naprawdę nie wystarczy, Ba, to, że za Jezusa mamy obok, to też mało, żeby chodzić po wodzie. Trzeba nam nieustannego na(wracania) i ufności w Jego miłość. Bez względu na wszystko.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *